Pestko72, Knutio, dziękuję za słowa uznania. Ciepło na serduszku mi się zrobiło.
Na świętej Agaty (moje imieniny) zrobiłam sobie prezent z Puchatki, która dostałam na gwiazdkę. Pierwszy raz robiłam warkocze i wyszło chyba całkiem całkiem. Szybko mi poszło, bo cztery wieczory.
Niestety we środę znowu oblałam egzamin na prawo jazdy, który też poszedł dość szybko, bo przejechałam trzeci nadarzający się znak stop (5 minut po wyjeździe z WORDu). Na pocieszenie obejrzałam Julie and Julia, nowy film z moją ukochana Meryl Streep. Fantastycznie się ubawiłam na scenie z homarem. Polecam każdemu, nie tylko blogowiczkom. A na koniec muszę się pochwalić, że waga łazienkowa pokazała tyle, ile pokazywała przed ciążą, czyli wróciłam normy. Trochę zajęło mi zrzucanie tych zbędnych kilogramów, ale dałam radę.
Tak, to dalej boli... Dziękuję za kondolencje. Ciągle uważam pod nogi, bo Marcek często przelatywał mi wprost pod nie. Wydaje mi się, że jak tak tutaj siedzę i piszę, to zaraz wejdzie i zamiauczy "co robisz?". Nie umiem się jakoś pozbierać - kilka dni kuweta stała w łazience, choć żaden kot z niej już nie korzystał. Szczotki, puszki z suchym, zapas żwirku, wszystko jest (jakby czekało na jego powrót); schowałam, ale nie wyrzuciłam. Obróżka z adresówką i książeczka zdrowia... Nie zdążyłam wlepić do niej zdjęcia a miałam taki plan... Wszystko idzie mi jak krew z nosa. Zmęczona jakaś jestem. Robię właśnie szydełkowy sweterek - musiałam spruć połowę rękawa, bo okazał się grubo za szeroki. Na palcu mam odcisk od włóczki i muszę zrobić kilka dni pauzy w robótkach. Może zabiorę się za ozdabianie pudełka na herbatę. Ostatnio piję dużo ziołowych herbat. Mieszam lipę, miętę, dziurawiec, rumianek. W planach mam pieczenie chleba, sweter z czekoladowej Puchatki, taki z warkoczami. Ale dziś odpoczywam. Poczytam o camera obscura, fotografii otworkowej, dagerotypach i anaglifach. Wieczorem jest Wujaszek Wania w radiowej Dwójce, zrobię sobie senchę i usiądę blisko radia.
"Przychodzi znajomy; gawędzi ze mną. Pokładam się dosłownie na nim, tak jestem ociężały (...) Moje ręce tkwią w kieszeniach spodni, jakby tam wpadły; z drugiej jednak strony tkwią tak luźno, że wystarczyłoby kieszenie wywrócić lekko na lewą stronę, a znów wypadły by z nich szybko."
Wybór jak najbardziej subiektywny. Na początek oniryczna Julia Margaret Cameron. Polecam również interesujący artykuł o niej.
Kolejną fotograficzką, którą cenię jest Imogen Cunningham. Zafascynowana jest ona kobiecością kwiatów podobnie jak Georgia O'Keeffe.
Robert Doisneau - najbardziej francuski z francuskich fotografików:
Na koniec coś absolutnie fenomenalnego - kolorowa fotografia z początku XX wieku. Siergiej Prokudin-Gorski. "Jego aparat wykonywał trzy zdjęcia monochromatyczne, ale z trzema różnymi filtrami, w prawie tym samym czasie. Później, używając lamp dających odpowiedni kolor, i wyświetlając wszystkie trzy zdjęcia mógł uzyskać efekt pełnego koloru". (źródło Wikipedia)
A już na sam koniec jeden z pierwszych dagerotypów. Z 1837 roku:
Kolejne dwie pary, tym razem dla mnie i dla mojej mamy (jedna poszła dla mojego męża, druga dla babci). Oczywiście Puchatka, druty nr 5. Nawet Miś dostał nową kamizelkę.
Raczę się cudownym grzańcem i wspominam jedną z moich studenckich eskapad do Krakowa, kiedy spłukałam się na Buddenbrooków. Trafiłam niedawno na wspaniały fragment u Libery opisujący doskonale to, co i ja przeżyłam:
"Kolejne dni w Paryżu upływają podobnie: pod znakiem deptania bruku. pojąwszy, że właśnie na nic mnie tutaj nie stać, postanawiam, że poznam przynajmniej dobrze miasto. Chodzę więc godzinami wzdłuż i w poprzek Sekwany, wstępując do kościołów i przysiadam na ławkach, a także z upodobaniem zachodzę do księgarni napotykanych po drodze. Wizyty te są dla mnie przede wszystkim wytchnieniem po długotrwałym marszu i pełnią rolę kwerendy, bo przecież nie mam zamiaru kupować tu niczego. Ale jest w nich coś jeszcze - coś sentymentalnego, czy wręcz infantylnego. Chodzi o kontakt z książkami i nazwiskami autorów, którzy są dla mnie szczególnie bliscy lub dobrze znani. Tego rodzaju inspekcja - przepatrywanie półek, wynajdywanie znajomych, zaglądanie do środka, by odnaleźć tam coś, co doskonale pamiętam - jest dla mnie jakby spotkaniem z kimś bliskim, choć niepoznanym. (...) Dla sportu i z ciekawości zaczynam się targować. I w ciągu niespełna minuty wpadam we własne sidła. Bo kiedy bukinista, nie opuściwszy ceny, widzi, że rezygnuję, i krzyczy za mną: dwanaście! niespodzianie dla siebie na dobre wchodzę w rolę, którą się dotąd bawiłem, i nie zważając na to, że upłynniam w ten sposób swoje ostatnie rezerwy, rozstaję się z pieniędzmi. Po czym w straceńczej euforii wydaję jeszcze resztę - dosłownie ostatnie grosze - na dwie butelki piwa, aby uczcić trofeum."
Przy okazji bardzo gorąco polecam Antoniego Libery książkę Godot i jego cień, z której pochodzi cytat. Uczta intelektualna.
Przepis na grzaniec: 1/2 litra wina (użyłam wiśniowego wina domowego sprzed półtora roku), 1 pomarańcza (pokroić na talarki), 2 łyżki cukru, 1 łyżeczka cukru waniliowego, 1 łyżeczka cynamonu, 3 goździki, Zagrzać, ale nie gotować, odcedzić i podać.
A żeby dopieszczenia stało się zadość mam jeszczę wspaniałą liryczną pieśń:
Wreszcie udało mi się skończyć. Przy raczkującym dziecku trudno się skupić na czymkolwiek innym, więc policzyłam wzdłuż, zrobiłam wszerz i musiałam pruć. Wyszły ze trzy motki, druty nr 6.
Zafundowaliśmy sobie kulturalną środę i wybraliśmy się do Katowic na trójwymiarowy Avatar. Bardzo mi się podobały efekty, jak zresztą każdemu. Fabuła była dosyć prosta - baśń w stylu Disneya z ekologicznym przesłaniem. Najbardziej chyba zapadnie mi w pamięć realistyczna Sigourney Weaver. Jakby była tuż obok mnie! He!
A potem skonfrontowaliśmy kino 3D z techniką sprzed stu lat - i odwiedziliśmy fotoplastykon w katowickim muzeum. Zdjęcia były niezmiernie realistyczne, choć czarno-białe lub sepiowe.
Wystawa Belle Epoque - Oblicza secesji zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przepiękne kobiece stroje, biżuteria, a także wiele przede wszystkim cynowych i posrebrzanych naczyń, w wśród nich cukiernica taka sama jak moja! Firmy Orivit, odlewana cyna, około 1910.
Na koniec muszę się pochwalić - skończyłam melanżowy komplet (mały psikus - na melanżowym tle), oraz dwie pary skarpetek z oliwkowej Puchatki.
A na koniec dziękuję Wam za życzenia oraz życzę wszystkim moim czytelnikom wiele pomyślności i spełnienia marzeń w nowym roku!!!
Zdrowych, radosnych, pełnych pokoju rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Wielu radości i realizacji planów w nadchodzącym Nowym 2010 Roku życzą Agata, Adam i Władek.
Zrobiłam dzisiaj pierwszą w życiu skarpetkę. Mniej więcej wyszła. Co do wzoru nie jestem pewna co to jest ;) Mąż zażartował, że tak ładnie wyszła, że "zrób jeszcze jedną", he he he To dla Niego będzie ta para (pasuje do swetra, bo też z oliwkowej Puchatki).
Jestem tak dumna, że załapałam o co chodzi z piętą, że wklejam reportaż z robótki:
Przedwczoraj ubrałam mini choineczkę a dzisiaj kupiłam największą gwiazdę betlejemską jaką Pani Kwiotek miała w sklepie :) Choinki strzeże chór aniołów, które kolekcjonuję od lat.
Dodaję jeszcze jedno z lampkami, które zawiesił mój kochany mąż:
Właściwie ała była już od dłuższego czasu. No i wczoraj wieczorem zdecydowałam się, że pójdę wreszcie do dentysty i usunę. Pan dentysta pogratulował mi, że jeszcze ostały się u mnie dwa mleczaki. Teraz mam już tylko jednego... Boli mnie cała gęba. I mlaskam strasznie, bo znieczulenie jeszcze działa. Głodna jestem...
Wczoraj byłam w Gliwicach na targu staroci. Kupiłam prezent dla Mamy, a dla siebie kolczyki z Babami Jagami (kiedyś dowiedziałam się, że Jaga jest zdrobnieniem (sic!) od Agata) oraz komplet łyżeczek z alpaki.
Jeszcze dzisiaj weterynarz; Marcepan miał straszne zapalenie pęcherza a teraz ma biegunkę. Biedak - od leków przeciwgrzybicznych ma chorą wątrobę. Po kota to trzeba chyba z weterynarzem chodzić - Marcek jest kupiony u hodowcy z Knurowa, hodował koty w bloku na osiedlu. Sprzedali nam Marcka z grzybicą. Leczenie oczywiście odbywało się na nasz koszt.
Dziękuję za miłe komentarze pod adresem moich wyszywanych kartek. Przy dźwiękach Cocteau Twins tworzyłam kolejne, tym razem bardziej skrapkowe. Fantastyczna zabawa, dało mi to na prawdę bardzo wiele radości.
Wyszyłam krzyżykami dwa świąteczne wzorki. Zrobiłam kartki. Muszę się pośpieszyć i zrobić jeszcze kilka - niedługo trzeba je będzie wysłać rodzinie i znajomym. Jak mi wyszły?
Ależ się cieszę Hafija obdarowała mnie wyróżnieniem: Przekażę kiedy będę miała chwilkę, bo Moje Słodkie Maluteństwo troszkę się pochorowało. Teraz śpi, więc mam 5 sekund.
Literatura piękna, cytaty, stare i nowe zdjęcia, po trosze pamiętnik, o sobie i o innych, decoupage oraz szydełko, druty, szycie, przepisy kulinarne, prace semestralne.
O mnie
Agata Jagłowska (2 III 1982), absolwentka Uniwersytetu Śląskiego (WNS FILOZOFIA), żona Adama i matka Władka; kobieta o szerokich zainteresowaniach.